Get Adobe Flash player

Liga czeska. II kolejka. Grey Wolves wiceliderem

W dniach 22-23/10/2011 w Pradze drużyna Grey Wolves z Warsaw Curling Club, w składzie z naszym zawodnikiem Bartoszem Sitkiewiczem, rozegrała II kolejkę spotkań w III lidze czeskiej. 
Tym razem drużyna pojechała w 5-osobowym składzie: M.Jędrzejczak, Sieradzki, Niewola, Kurkowski i Sitkiewicz. 
Grę w lidze zespół poprzedził dwoma treninigami w praskiej hali Roztyly. Wcześniej dwa treningi odbyła na lodowisku Mentor w Toruniu.
Tym razem świadomi pozycji w tabeli (byliśmy liderem z bilansem 4-0) i tym samym podrażnionej ambicji sympatycznych gospodarzy, a w perspektywie bieżącej kolejki gry z dwoma drużynami z pierwszej trójki ligi (pomiędzy naszą I i II kolejką swoje mecze rozegrała "druga ósemka" ligi) - wiedzieliśmy, że o utrzymanie miana drużyny bez porażki będzie bardzo trudno. 
Pierwsze spotkanie zagraliśmy z RIPER Hradec Králové HD i zgodnie z obraną taktyką, którą drużyna realizowała, od początku uzyskaliśmy przewagę i kontrolowaliśmy mecz - grając z 53% skutecznością całej drużyny. Grając małą ilością kamieni w grze, przejmowaliśmy kolejne partie kończąc ten mecz pewnym zwycięstwem 7-1 (1, 1, 2, 1, -1, 2).
Drugie sobotnie spotkanie, z Ledoborci 4 - jedną z najsłabszych drużyn w lidze, która dotąd nie wygrała meczu, miał być kolejnym spotkaniem, w którym odniesiemy pewne zwycięstowo. Wszytsko zaczęło się zgodnie z założeniami: wygrany hammer, 4-0 po dwóch endach, no i ... przegrany 3 end za 2 pkt; nie było to jednak problemem skoro drużyna w dotychczasowych 5 meczach nie straciła nigdy enda ze swoim hammerem. A jednak, coś pękło i po prostu dalej już nie gryzło. Przegrane kolejne endy, słaba skuteczność, zdenerwowanie i nawet przy pięknym rozstawieniu w przedostatnim endzie (5 punktujacych kamieni na obrzeżach domu) nie udało się obronić partii. Po raz pierwszy musieliśmy przełknąć gorycz porażki 4-5 (3, 1, -2, -1, -1, -1) i teraz było trzeba się pozbierać przed porannym meczem z liderem ligi: drużyną Zbraslav M (bilans 6-0). No ale jak się okazało kto ma w drużynie Kurka, zna dowcip o Pandzie i tylko spróbuje wytrzymać atak jego nieposkromionego śmiechu, ten musi odpuścić napięcie i podbudować baterie przed kolejnym wyzwaniem.
Zaczęliśmy dobrze oddając partię za 1, i wygrywając naszą za 1. Trzeci end był bezbłędny, i przejęliśmy partię za 3. To potwierdziło nasze szanse na zwycięstwo i zwiększyło presję, której drużyna niestety nie udźwignęła. Zaczęliśmy popełniać błędy i, pomimo pełnej determinacji, walki i woli zwycięstwa, odbiło się to na niekorzystnym dla nas końcowym wyniku 5-7 (-1, 1, 3, -4, 1, -2). Tym razem jednak pomimo porażki byliśmy zadowoleni z naszej postawy i w sumie wyrównanego spotkania. Przegraliśmy to spotkanie bo popełniłiśmy więcej błędów aniżeli przeciwnik, jednak drużyna ani przez chwilę nie pękła.
Po liderze przyszedł czas na vice-lidera (tą pozycję straciliśmy). Ledoborci 2 grał świetne kamienie, szczególnie kończące partie wjazdy ich skipa były perfekcyjne. Grało się bardzo ciężko, nie szło, było pod górkę, jednak to co nam w poprzednim meczu zwycięstwa nie dało - wiara w wygraną, przełamanie swoich słabości - tym razem zwycięstwo dało. Przed ostatnią partią przegrywaliśy za 1 i nie mieliśmy przywileju ostatniego kamienia. Zdecydowanie zmieniliśmy taktykę czym zaskoczyliśmy przeciwników. Przed naszym ostatnim kamieniem, kiedy drużyna wzięła czas mieliśmy trzy koncepcje na jego zagranie. Udało się zgodnie wybrać jedną i wykonać zadanie. Musieliśmy jednak jeszcze czekać na ruch naszego rywala. Na jego wjazd zostawiliśmy tylko troche miejsca na skraju domu, gdzie zagrać było trzeba trochę szybciej niż dotychczas na środek domu. Nawet pomimo próby odbicia od naszego kamienia, kamień przeciwnika pojechał trochę dalej, przekroczył tee line i włączyliśmy naszą szczotkę (pomogły chyba nowe pady EQ), a jednak ich kamień nie wyjechał z domu. Jeden nasz kamień był juz lepszy, drugi ... tego drużyny nie rozstrzygnęły same. Na trybunach zapadła cisza, nawet nasza rzesza kibiców (tym razem Monika, Kasia, Edyta i Sławek) zamilkła, zresztą ponoć sala restauracyjna zachowywała się jak przed ostatnią sceną na deskach Teatru Wielkiego - kompletna cisza. Sędzia mierzył kamienie cyrklem. Zaczął od naszego i ... miał rację. Wynik 6-5 (-1, 3, -2, -1, -1, 1, 2) dał nam zwycięstwo ale i ogromną radość z tak ciężko wywalczonej wygranej. Co nam wczoraj los w sporcei zabrał dzisiaj oddał z nawiązką. Dla takich właśnie emocji warto grać w curling, a takich wygranych możemy życzyć każdemu.
Nasz końcowy bilans w tabeli to 6-2 i pozycja w czubie tabeli (zajmujemy obecnie 2 miejsce). Przed rozgrywakami wzięlibyśmy to w ciemno, dzisiaj jednak jest lekki niedosyt. Wiemy, że o kolejne zwycięstwa będzie co raz trudniej ale wiemy również że drużyna staje się silniejsza. A to już pozwala liczyć na kolejne ciekawe mecze i dobrą grę.
Następna kolejka ligi z udziałem Grey Wolves odbędzie się 3-4 grudnia br. W między czasie drużyna zagra w towarzystkim turnieju VII. Hungarian Open Cup w Budapeszcie.