Get Adobe Flash player

VII. Hungarian Curling Cup

W dniach 18-20 listopada 2011 w Budapeszcie odbył się turniej VII. Hungarian Curling Cup. Wśród startujących drużyn były dwa zespołu z Polski Grey Wolves Warsaw Curling Club (z naszym zawodnikiem Bartoszem Sitkiewiczem) oraz Halonet z Rudzkiego Klubu Curlingowego. 

Drużyna Grey Wolves wystartowała swoim najmocniejszym składzie z Mariuszem Jędrzejczakiem, Pawłem Sieracki, Arturem Niewola i Jarkiem Kurkowskim, jako trener i zawodnik rezerwowy Bartosz Sitkiewicz.

Turniej był rozgrywany systemem szwajcarskim, czyli drużyn grały bezpośrednio z rywalami sąsiadującymi w tabeli. Z perspektywy rozgrywek trzeba przyznać, iż poziom większości drużyn był wyższy aniżeli w III lidze czeskiej. 

Team Grey Wolves rozpoczął turniej bardzo dobrze od wygranej z ubiegłorocznym tryumfatorem 6. edycji tego turnieju drużyną Szfvári CE – Club Aliga 7-6 (endy 4-3). Wygrana dość szczęśliwa, ale przyznać trzeba, iż na to szczęście drużyna mocna zapracowała, walcząc do samego końca meczu i doprowadzając skipa naszego przeciwnika do sytuacji na tyle stresującej iż w swoim ostatnim zagraniu, grając draw z odsłoniętym prawie wjazdem uderzył w jedyną przeszkodę – nasz kamień i tak oto przejęliśmy partię za 3 kończąc mecz jako zwycięscy. Zagraniem meczu był jednak ostatni kamień Mariusza Jędrzejczak zagrany w 6, przedostatnim endzie. Po przebiciu się przez 3 kamieni – nie stojącym wcale w linii, ostatnim koloru żółtego, którym graliśmy, znalazł się na guziku!

Drugie spotkanie to potyczka z WSC Predators (6. miejsce) i porażka 3-9 (endy 3-4). Mecz bez większej historii, ale należy odnotować świetne zawody z 86% skutecznością Artura Niewoli (pozycja 2). Porażka sprawiedliwa z przekroju całego meczu, a cieszyć mogą jedynie regularnie zdobywane endy przy swoim hammerze, chociaż wynik w nich +1 zwycięstwa przecież nie zapewni.

Trzeci mecz to walka o zachowanie szans na pierwszą czwórkę. Nasz przeciwnik FTC – Fradi wcześniej wygrał z juniorską reprezentacją Węgier i przegrał z żeńską reprezentacją gospodarzy. Mecz rozpoczął się bardzo dobrze od dwóch wygranych Endów (+1, +2) aby trzecim roztrwonić przewagę (-3) i znów nawiązać wyrównaną walkę (+1, -1) i wypracować przewagę przed końcową partią (+2). Ta jednak okazała się bardzo niefartowna, i nawet pomimo double take out’a Pawły „Siary” Siareckiego, zakończył się niekorzystnym wynikiem (-3) i porażką w meczu 6-7.

Tym samym czwarty mecz to walka o czołową ósemkę turnieju. Nasz przeciwnik End Hunters grał bardzo pewnie i powtarzalnie. Od początku postawiły nam bardzo trudne warunki. Ostatecznie po emocjonującym meczu (dwukrotne mierzenie kamieni cyrklem – zawsze dla nas na plus) i przejęciu ostatniej partii za 2 pkt. zremisowaliśmy spotkanie 5-5.

Ostatecznie Grey Wolves zajął 11 miejsce w 7 edycji Hungarian Open Cup.

Trzeba wspomnieć jeszcze o niesamowitych, i zawsze wiernych i obecnych kibicach drużyny Grey Wolves. Pomimo przemierzanych odległych kilometrów (ostatnie to średnio wyjazdy co 2 tygodnie, w 2,5 miesiąca to 2xPraga, Budapeszt, Toruń) zawsze z nami jest główny kibic Monika Jędrzejczak. Ogląda każdy mecz, i nasz reporter rozgryzł już jej misję – stworzenie zespołu chilliderek! dla klubu Warsaw Curling Club. Trwają zapisy! Jak już wiem w najbliższym czasie pojawią się klubowe szaliki. To pierwszy taki przypadek w curlingowej historii klubów z naszego kraju. Kolekcjonerzy pamiątek już zacierają ręce! W Budapeszcie kibicowali nam również Kasia z Krzyśkiem – to kolejni fani najmłodszego z polskich klubów curlingowych.

Drugi Polski zespół na turnieju RKC Halonet został, oczywiście losowo, meczowym partnerem węgierskich reprezentacji narodowych Węgier. Zagrali kolejną z reprezentacją kobiet (5-10), juniorów (10-1) oraz mężczyzn (3-7). Dodatkowo wygrali z Szfvári CE – Club Aliga 5-6. Ostatecznie zajęli 9. miejsce.